Dziś sobota, dzień robienia ciastek. Ciastka robione kwadratową foremką do wyciskania smakują Kung-fu Pandzie najbardziej. Foremka może też być stylowym kapeluszem a la kuk.
Kung-fu Panda lubi wino, bo wino jest dobre. Kto pił dobre wino, to wie. Korkociąg służy do otwierania butelek z winem i jak jest korkociąg, to jest dobrze. Wino bez korkociągu, to kombinowanie – a to długopisem, a to innymi środkami... Pewnie niejeden student to zna. No więc – korkociąg, moi mili:
Na wiele komentarzy Kung-fu Panda nie ma dziś sił, bo ciężki to był dzień... Cóż, dzbanuszki są w rodzinie od dawna i właściwie nie wiadomo, czemu służą. Stoją na półce i się kurzą, ładnie wyglądają i nadają się do pandzich treningów. I tyle.
Widelec jaki jest, każdy widzi. Kung-fu Panda nie lubi co prawda widelców (woli raczej jedzenie łapami), ale uznała, że widelec to dość wdzięczny przedmiot do podnoszenia.
Ścieranie brudów to zdecydowanie nie jest ulubione zajęcie Kung-fu Pandy, ale są takie chwile w życiu każdej Pandy, kiedy musi chwycić za ścierkę i zabrać się do roboty. Dziś trafiło się to Kung-fu Pandzie. Wybrała ścierkę żółtą i lekko jeszcze sfatygowaną. Takich starych i mocno zabrudzonych nie znosi.
Po ciężkiej pracy ze ścierką Panda usiadła na kanapie i siedzi. Trwa. Odpoczywa.
Słomki, zwłaszcza te zakręcone, doskonale nadają się do sączenia ciepłego kakao w długie jesienne wieczory. Dlatego też stały się jednym z ulubionych akcesoriów Kung-fu Pandy w ostatnim czasie. A skoro trenuje alfabetycznie i doszła do S, to padło na słomkę – najbardziej zakręconą z tych, które Panda ma.
Rękawice – to właśnie na R postanowiła podnieść Kung-fu Panda. Nie mogła się jednak zdecydować, czy ma to być rękawica kuchenna czy zwykłą zimowa rękawiczka, a że bokserskiej nie miała, to podniosła takie 2 rodzaje, które miała. No i jest – rękawiczka zimowa i rękawica kuchenna.
Deska do krojenia wpadła w łapy Kung-fu Pandzie przez przypadek. Jak pomyślała o D, to pierwsze, co jej do głowy wpadło, to dynia, ale były już dwie – tu i tu. Biegała rozgorączkowana po całym domu i szukała czegoś na D, aż w końcu zgłodniała. I poszła zrobić sobie kanapkę. Jak kroiła na niej kiełbasę i wczorajszą cebulę, to ją olśniło, że przecież kroi na desce, a deska na D...
Dziś wolny dzień i Kung-fu Panda wykorzystała go na szaleństwa kuchenne. Jednym z przyrządów, które były do szaleństw potrzebne, była trzepaczka do jajek.
Historia tego czajnika jest długa jak wieczory jesienne i choć ciekawa, to nie przytoczymy jej teraz...
Czerwony czajnik stał sobie na półce, która niestety została zlikwidowana. Od tej pory nie ma gdzie stać. Kung-fu Panda, zastanawiając się, co z tym fantem zrobić, uniosła czajnik do góry i ... tak zastygła. Ciekawe, jak długo będzie tak stać i co wymyśli.
Dziś Kung-fu Panda od rana coś odmierzała – a to trochę wody, a to trochę mąki... Zdaje się, że coś gotowała, ale co, niewiadomo, bo nikt nie zobaczył efektów tej pracy. W każdym razie wielokrotnie podnosiła dziś dzbanek z miarką.
Kung-fu Panda lubi jak ktoś jej ugotuje jedzenie, ale trudno jej dogodzić w kwestii doprawiania. Zmienne ma upodobania, więc najlepszym rozwiązaniem jest doprawienie neutralne, a Panda dosypuje sobie czego jej trzeba. Do dzisiejszego obiadu potrzebowała pieprzu, a ten dostępny był tylko w młynku. Całkiem dobrze, bo w ramach treningu podniosła dziś młynek do pieprzu.